Mój kochanek...
Brnę w to choć nie chcę, zaślepiając się przekonaniem, że "to przecież nic złego". Nie liczę się z konsekwencjami, jakbym miała dziesięć lat i zero doświadczeń. Jestem naiwna, a zarzekam się, że jest wręcz przeciwnie. Kogo próbuję oszukać? Ciebie? To zabawne, bo gdy siedzisz naprzeciwko mnie w półmroku, patrzysz w moje oczy błyszczące od blasku ulicznych lamp i wsłuchujesz się w każde moje słowo, wyglądasz tak, jakbyś wierzył we wszystkie te kłamstwa, którymi się przed Tobą bronię. A bronię się ponieważ wiem, że nie jesteś pisany ani Ty mi, ani ja Tobie. Mimo to uwielbiam to palące uczucie, gdy pożerasz mnie wzrokiem, gdy przyglądasz się uważnie ruchom moich warg i gdy nie mogąc się już dłużej powstrzymywać dajesz się ponieść namiętności. Brnę w to, bo podoba mi się zabawa w kochanków, którzy spotykają się potajemnie w nocy i rozstają o świcie - którzy nigdy nie wyznają sobie miłości. Ale moje sumienie Cię nie znosi. Nienawidzi Twojej delikatności i czułości. Jesteś winien powrotów, których dopuszczam się będąc już tak daleko od marnego brzegu...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Tak ładnie napisane...
OdpowiedzUsuńa tak brzydko kłębi się w brudnych myślach...
Usuńtak to jest z naszymi główkami...
UsuńDziękuję :)