Tęsknię za niezliczonymi wieczorami, kiedy to nie myślałam tak wiele. Nie liczyło się nic niezwiązane z teraźniejszością. Było tylko tu i teraz. Żadna obawa nie spędzała mi snu z powiek i żaden lęk nie paraliżował kończyn. Marzenia były na wyciągnięcie ręki - takie przyziemne i beztroskie. Wszystko, czego potrzebowałam, miałam w szafie - ciepłą bluzę i ulubione trampki. Każdy wiedział, gdzie ma przyjść i nie było niekończącego zastanawiania się "czy wypada". Tak lub nie. Nie było żadnego pomiędzy. Słony smak wody i gorący piasek były naszą ucieczką. Nigdzie nie było tak pięknie jak tam...
Już nie wiem jak to jest. Zapomniałam jak się śpi w spokoju i jak się do kogoś przytula. Szara rzeczywistość zmieniła mnie w COŚ nadzwyczaj oschłego. Zniknęło wszystko. Pozostał niedynie (nie)smak.
Może jeszcze wróci?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz