Martwi mnie, że tego nie przemyślałeś. Być może jest to wynikiem pośpiechu, być może niewiedzy. Czymkolwiek by to nie było spowodowane, niesie za sobą tę samą destrukcję. Moją własną. I choć udało mi się ją opanować, dzisiaj płonę. Zawalam, burzę, niszczę. Palące, piekące, kujące pożądanie. Świat zwariował. A ja w centrum niego kręcę się w lewo, by przedłużyć destrukcję. Kim jestem, do cholery? To Ty zrodziłeś we mnie tę istotę, teraz ją zabij. Zanim mnie pochłonie. W całości. Zanim dobrowolnie oddam się w złe ręce i zginę, też dobrowolnie. By nawiedzać Cię każdej nocy, gdy będziesz w tych rękach.
Głupcze, cóż żeś narobił?!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz