Dalszy ciąg...

Wciąż walczysz. Każdego ranka zmagasz się z ciężkim kowadłem jakim jest dla Ciebie przykuwająca do ziemi myśl: nie warto. Robisz kolejny krok po czym wracasz z nadzieją, że może jednak ktoś jeszcze czeka, że może ktoś się opamiętał, i od razu skazany jesteś na rozczarowanie, które policzkuje Cię bez skrupułów. Wydaje Ci się, że zrozumiałeś przesłanie. Podnosisz nisko opuszczoną głowę i zaczynasz od nowa. Jesteś dumny z siły, która napawa Cię po brzegi. Entuzjazm, własna wola i chęci pobudzają Cię do działania, do zmieniania swojego życia na lepsze - na takie, jakie TY chcesz. Ale potem przychodzi ten paniczny strach i lęk przed wszystkim. Przed nimi, a nawet przed samym sobą. Pozwalasz by Cię niszczył, by burzył wszelkie wartości, które cenisz sobie najbardziej, i nawet mu w tym pomagasz. Pogrążasz się. Nie ufasz sobie. Liczysz na pomoc od nich, ale oni nie przychodzą. Oni nigdy tak na prawdę nie przyszli. Zawsze byli tylko ciałem - nie duszą. Zdajesz sobie sprawę, że zależny jesteś tylko od siebie. Że nie potrzebna Ci ich pomoc, opinia czy też cholerne towarzystwo. Uświadamiasz sobie, że świat nigdy nie był zły - że to oni go destruktywnie podburzali każdego dnia. Teraz już rozumiesz, że Twoje życie, Twoja przyszłość, Twój następny poranek będzie wyłącznie Twoim wyborem i to od Ciebie zależy dalszy ciąg. Będziesz kontynuować?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz