Niczym być - jestem.

Nagle wszystko stało się tak łudząco proste. Już żadne oczy nie są we mnie wpatrzone, żadne usta nie plotą o mnie czarnych warkoczy ani żadne uszy nie domagają się moich symfonii. Jestem melodią najcichszą pośród setek instrumentów perfekcyjnie dostrojonych. Chwilą krótkotrwałą w tysiącach sekund, minut, godzin. Codzienną i zwyczajną. Rutyną jestem. Może słoną łzą w Twym oku smutnym z tęsknoty? A może uśmiechem radosnym niepamiętającym złego? Pragnieniem, niespełnionym marzeniem ukrytym w krzyku. Bezcielesną duszą wśród kłosów złocistych...
Niczym jestem. Czy nie o to mi chodziło?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz