Tęskno mi.
Nie pozwól mi odejść jak kolejnemu złudzeniu. Nie zostawiaj mnie za sobą jak pochmurnego poranka całkowicie zbędnego. Pamiętaj w każdej chwili, nie tylko gdy się budzisz. Usypiaj z moim zapachem i delikatnym, aksamitnym głosem - niech tuli Cię swą namiętnością. Bo czymże ja jestem bez Ciebie jak nie marną istotą nieistniejącą prawie wcale? Czymże jest moja dusza, gdy nie Tobie przeznaczona? Z utęsknieniem wołam o ciszę, którą przepełniłyby nasze wyznania. Niepokój noszę w sobie siedemnaście razy bardziej niepokojący niż zwykle, bo zasiany we mnie od przedwczoraj rośnie coraz bardziej, podsycany niespełnieniem. Tęskno mi. Nie wiem za kim. I brak mi czegoś. Nie wiem czego. A wiedzieć bym chciała, by chociaż daremnie próbować zdusić to uczucie beznadziejności. Chcę wrócić, tam gdzie jest mój własny, odwieczny kąt. Wrócić do tej nędznej rzeczywistości i cierpieć z jej powodu, ale być tam i trwać nieustannie. Potrzebuję tych dłoni, by prowadziły mnie przez całe życie. Bo choć chciałabym sama - nie potrafię, nie umiem, nie chcę.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz