Rozpadam się. Tracę wszelkie cząstki reszty mojej tożsamości. I ciałem swoim wołam Twego w języku nieznanym nikomu. Cierpię w niedosycie truta jadem nierealnych westchnień. Znikam. Bezpowrotnie w niemocy się pogrążam i w strachu. Że Ty już przestałeś dzielić ze mną swe serce. Bo ja dzielę z nią dni i noce też dzielę. I to chyba Ty w większym strachu się tulisz. A przecież ja nic a nic na złe bym Ci nie chciała. Ni Słowem, ni czynem, ni myślą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz